Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 maja 2011

Moc bolidów

Powoli zaczynamy tracić nadzieję na powrót Roberta Kubicy do Formuły 1. W Polsce sport ten zyskał szczególnie dużo fanów właśnie z powodu tego młodego chłopaka z Krakowa. Z Kubicą, czy bez niego, F1 dalej pozostaje wielkim widowiskiem, a karuzela nie przestanie się kręcić.

Tym razem postanowiłem obrać inną koncepcję i zamiast rozpisywać się o Formule zaprezentuje Wam co nie co. W 2008 roku miałem przyjemność być na jednym z wyścigów serii Grand Prix na torze Hungaroring pod Budapesztem. Emocje towarzyszące temu przeżyciu są nie do opisania. To trzeba zobaczyć. Zdjęcia są mojego autorstwa.

Jeszcze raz zachęcam do przeżycia wyścigu F1 na własnej skórze. Polecam to nie tylko fanom sportu, motoryzacji, ale każdemu, kto chce przeżyć coś wielkiego. Coś, czego nie zapomni do końca życia.

wtorek, 5 kwietnia 2011

"Jak długo na Wawelu(...)"

W ostatniej kolejce ekstraklasy Wisła Kraków w obecności 18 tysięcy kibiców pokonała Jagiellonie Białystok 2-0. Miałem przyjemność być przy Reymonta.

Co innego mecz w telewizji, co innego przeczytanie relacji, co innego uczestniczenie w spotkaniu jako przysłowiowy "12 zawodnik". Teoretycy sportowi nie zdają sobie sprawy z uczuć, emocji, sił jakie wydzielają się w człowieku podczas takiego spotkania. Teoretycy piłkarscy nie mają także pojęcia jakie to uczucie śpiewać do utraty głosu i skakać do utraty tchu przez 90 minut.

Społeczeństwo jest wrogo nastawione do piłkarskich kibiców w Polsce. Zresztą nie ma się co dziwić: patologiczne przykłady ataku "kibica" Legii na jednego z zawodników, wejście na trening swojego klubu kiboli Górnika Zabrze nie daje dobrego świadectwa osobom, chodzącym regularnie na piłkarskie areny. Jednak jest to stereotyp często nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.

Kibice piłkarscy to nie tylko agresja, przemoc, ustawki, chuligaństwo. To także zbiórki pieniędzy na bilety dla niepełnosprawnych dzieci, wizyty w hospicjum ze znanymi piłkarzami (o tym się nie mówi i nie pisze), ale przede wszystkim jest to miłość i pasja. Miłość do swojego klubu. Pasja, która nie przemija.

Tego wszystkiego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. W końcu: "Jak długo na Wawelu brzmi zygmuntowski dzwon, tak długo nasza Wisła, zwyciężać będzie wciąż!".

niedziela, 20 marca 2011

Stadionowe wędrówki

Groundhopping - czy to pojęcie komuś coś mówi? Zapewne nie. Śpieszę z wyjaśnieniami - termin groundhopping to w telegraficznym skrócie turystyka stadionowa, a szerzej - styl życia.

W Polsce jest to jeszcze mało popularny rodzaj rozrywki, w Niemczech lub Anglii rozwinięty na dużo większą skalę. W groundhoppingu nie jest ważna "jakość" meczu. Można oglądać rozgrywki zarówno ekstraklasy, poprzez "Okręgówkę", aż do C Klasy. Można wybrać się na mecz reprezentacji lub klubu. Brane są pod uwagę wszystkie rozgrywki ligowe we wszystkich krajach. Turyści stadionowi cenią sobie, na przykład bardziej niż mecz angielskiej Premiership, możliwość obejrzenia meczu III ligi serbskiej lub IV bułgarskiej.

U góry: stadion Realu w Madrycie
Po lewej: stadion Rakowa w Częstochowie
Po Prawej: stadion Juniora w Szarlejce


Groundhopperzy podróżują z meczu na mecz, ze stadionu na stadion, tworząc swoją prywatną mozaikę, kolekcję przeżyć. Kto nigdy nie był na meczu lokalnych klubów, między dwoma nienawidzącymi się wioskami, nigdy nie zrozumie skali emocji emanujących z boiska i trybun. Jeszcze inne przeżycia wywiezie kibic z meczów derbowych, inne z pojedynku zespołów trzymających ze sobą sztamę, a inne z meczu, na którym nie będzie w ogóle kibiców, prócz kilku miejscowych pijaków.

Na realizowanie opisywanej pasji potrzeba wiele czasu i pieniędzy. Nie każdy może sobie pozwolić na częste podróżowanie, wejściówki na mecze, opłaty za transport. Jednak dla chcącego nic trudnego. W naszym kraju jest wąska grupa ludzi zajmujących się groundhoppingiem, na której czele stoi warszawiak Radosław Rzeźnikiewicz. Swoje przeżycia, miejsca w których był, opisuje tekstem i fotografiami na stronie www.kartofliska.pl. Światowy rekordzista podobno oglądał mecze w 86 krajach na 1900 różnych stadionach. Czy jest to wynik do pobicia?

Tymczasem nie ma co czekać! Zamiast siedzieć przed telewizorem lub komputerem wybierz się na mecz i sam postaraj się poczuć dreszczyk emocji. I nie musi to być wcale mecz Arsenalu Londyn lub Interu Mediolan. Wystarczy, że pójdziesz na mecz w swoim miasteczku, a będziesz tam wracał/a coraz częściej!