czwartek, 17 marca 2011

Uważaj, bo spadniesz


Czym może zajmować się 66-latek? Siedzeniem na krześle? Henri Rochatin z Francji pokazuje, że właśnie tak! Robi to jednak nietypowo, niezwykle, a wręcz przerażająco.

Już od 5 roku życia Henri pracuje jako akrobata, linoskoczek. Wiele razy zadziwiał świat swoimi występami. Na stare lata przeszedł jednak samego siebie. Poniżej jeden z wyczynów Francuza:

Szczyt w Alpach: 3842metry



Niewątpliwie owemu akrobacie można nadać nieoficjalny tytuł "Mistrza Równowagi". Zwykli ludzie mają często problemy z prostą postawą, przejściem po krawężniku lub po narysowanej na asfalcie linii. Siwy pan udowadnia, że można. Nikt chyba nie powie, że Henri Rochatin jest zwykłym emerytem. Jest niezwykłym człowiekiem.

sobota, 12 marca 2011

Love jak double-double


Padł jeden z najstarszych rekordów ligi NBA. Rekord, którego nie mogli pobić ani Michael Jordan, ani Kobe Bryant, ani LeBron James. Wyczynu tego dokonał mało znany i popularny Kevin Love ze słabej Minnesoty Timberwolves.

Młody koszykarz osiągnął 51(!) double-double pod rząd w meczu NBA. Wymazał tym samym rekord Mosesa Malone'a , który miał już 32 lata! Jakby tego było mało, również w tym sezonie, osiągnął w jednym meczu ponad 30pkt i 30 zbiórek. Ostatnio udało się to, także Mosesowi Malone, w 1982 roku.

22-latek występuje w "czerwonej latarni" ligi, Leśnych Wilkach. Nie ma wyrobionego nazwiska, ogromnej popularności. W drafcie został wybrany z numerem piątym przez Memphis Grizzlies, którzy szybko się go pozbyli. Jego rekordy, niestety, przeszły bez większego echa. Czy to znaczy, że są mało istotne? Wręcz przeciwnie. Wyniki koszykarza świadczą o niespotykanej wręcz regularności, której nie mieli nawet najwięksi. Biorąc pod uwagę zespół w jakim występuje Kevin Love, rekord nabiera jeszcze większego prestiżu. A to nie koniec - Love nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jednego można być pewnym. Jego miłość do basketu pokona wszystkie mniejsze i większe rekordy.

poniedziałek, 7 marca 2011

Zaćmienie umysłu


Luis Moreno - panamski piłkarz występujący na pozycji obrońcy. Zawodnik klubu Deportivo Pereira występującego w lidze kolumbijskiej. Grajek, dla przeciętnego kibica anonimowy. Niewątpliwie pseudobohater ostatnich kilku dni.

Podczas meczu ligowego uderzył on sowę, która wylądowała ranna na boisku. Podszedł do zwierzęcia i chcąc usunąć je z placu gry wymierzył solidnego kopniaka. Inni piłkarze, zgromadzeni na trybunach ludzie, komentatorzy sportowi, wszyscy byli w szoku. Kibice wykrzykiwali w jego stronę: "morderca! morderca!". Sowa zdechła, mimo interwencji weterynarzy.

Ta sytuacja okołopiłkarska pokazuje istotę fair play, która jak widać odnosi się nie tylko do ludzi, ale także do zwierząt, rzeczy martwych. Przypuszczam, że Moreno miał jakieś krótkotrwałe zaćmienie umysłu, które teraz będzie rzutować na całą jego karierę sportową. Od tej pory w głowie kibica będzie tkwić proste równianie: Luis Moreno = morderca na boisku. Nikt już nie zainteresuje się jego osiągnięciami, sukcesami. Teraz jest "tym od sowy". Owe zdarzenie powinno być nauczką, aby 10 razy pomyśleć, zanim się coś zrobi, również na boisku.

piątek, 4 marca 2011

Cały czas do przodu

Blog o sporcie, sporcie i jeszcze raz o każdej odmianie sportu.
Lewym skrzydłem? Subiektywnie sądzę, iż jest to najlepsze miejsce do ataku, a najtrudniejsze do obrony. Właśnie to lewe skrzydło. Jak wiadomo braki należy uzupełniać, aby móc nadążyć za lepszymi. Chcąc wygrać trzeba atakować, nie zapominając o obronie. Lewe skrzydło to miejsce w którym sam operuje na boisku, miejsce do którego jestem przywiązany. Z tej pozycji będę atakował jak i bronił, chwalił i ganił, tak więc:
Rywalizuj z najlepszymi lub zgiń z resztą!